wczytywanie...
Częstochowskie Forum Rowerowe - Strona Główna » Z życia rowerzysty...

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Sebikowy OVER THE TOP - krótka historia zwykłego roweru.
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sebiq Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 4004 (78%)
Postów: 630

Częstochowa - Ostatni Groszek

Post Nie 16 Wrz 18, 23:28:20     Sebikowy OVER THE TOP - krótka historia zwykłego roweru. Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Sebikowy OVER THE TOP
- krótka historia zwykłego roweru.



Początek.

Kiedym pacholęciem jeszcze był, chciałem bardzo mieć rower. Nauczyłem się jeździć na rowerze na pożyczonym składaku Wigry 3. Pierwsze przejażdżki po mieście też robiłem na pozyczonym sprzęcie. Tymczasem widoków na własny rower nie było, bo w domu z kasą się nie przelewało. Po zawirowaniach z pierd*** ZUSem moja babcia dostała emeryturę i wyrównanie za okres jej nieotrzymywania. Wtedy m.in. kupiła mi mój pierwszy rower. Ten rower.

W tamtym okresie chciałem też mieć keyboard Casio, zwany szumnie "organami". Finansowo nie dało się tego pogodzić, więc musiałem wybierać. Mogę tylko przypuszczać, że gdybym wybrał inaczej, dziś byłbym muzykiem, kompozytorem, wybitnym i cenionym twórcą, KIMŚ... Mój wybór był wtedy jednak dość prosty.

Rower kupiliśmy 6 lipca 1994 r. w sklepie na Śląskiej. Wstawiali tam wtedy w niewielkich ilościach włoskie rowery Superba Over The Top w trzech wariantach malowania, zwane szumnie "górskimi", rozchodzące się jak ciepłe bułeczki. Dwa dni przed zakupem, czekając właśnie na dostawę, chodziłem jak naspidowany i spać w nocy nie mogłem, a po zakupie spałem trzymając rower za koło. Tak było.


Wczesne lata młodości.

Nowy rower był bardzo ładny, bo był nowy i nie miał zbytnio konkurencji. Aczkolwiek wizualnie sprawiał wrażenie "gołego". Wraz z rowerem kupiłem tylko pompkę. Reszta wyposażenia miała pojawić się z czasem.

Pierwsze wypady to zdecydowanie miasto i pobliska okolica. Wycieczki do Olsztyna, rezerwatu "Zielona Góra", do Mstowa, Złotego Potoku i Kłobucka. Początkowo starałem się mieć towarzystwo na wycieczkach. Później, gdy dystanse wycieczek rosły, a chęci towarzyszy malały - przestałem się oglądać i zacząłem jeździć samotnie. Okazało się to być bardzo dobrą decyzją.

Jesienią 1995 r. kupiłem pierwszy licznik rowerowy Echo-5. Wtedy też założyłem "karty jazdy" - kartki z tabelkami (wklejone później w zeszyt), które uzupełniałem danymi z licznika. Licznik ten przekręcił ze mną i na tym rowerze 86.617 km. Wymieniłem go dopiero w 2014 r. na Sigmę, bo zaczął szwankować. Wiele przejechał i służył dobrze. Idealnie pasował do Over Topa.

Pierwszą rowerową "setkę" przejechałem 23 lipca 1996 r. i była to wycieczka do Krzepic i Dankowa. Niebawem odwiedziłem też Ogrodzieniec, Siewierz, Mirów i Bobolice. Potem nadeszła pora na podróże z rowerem w pociągu, dzięki czemu można było zwiększyć zakres turystycznej penetracji. Wszystkich miejsc wymieniać nie ma sensu. Trzeba natomiast pamiętać, że wszędzie gdzie się zapędziłem tam był Over The Top. Niezmordowany towarzysz podróży. Przyjaciel na każdą pogodę. To o nim jest ta opowieść.



Na jednym z nielicznych zdjęć młodego Over Topa z roku 1995 widać zamontowaną na bagażniku trójkomorową sakwę Duo. Sakwa ta służyła wiernie przez paręnaście lat stając się charakterystycznym elementem wizualnym roweru. Rower posiadał wtedy koszyk z bidonem, błotniki, dynamo i oryginalną kierownicę typu "byk". Pod ramą umieszczona była pompka, a do pedałów dokręcone noski z paskami.

Przez lata wymieniałem to co się nie sprawdzało na lepsze. "Byczą" kierownicę zastąpiłem prostą z rogami. Dynamo zepsuło się, więc kupiłem oświetlenie na baterie. Rower zyskał też wspomniany licznik Echo-5, drugi bidon, stopkę i pełne błotniki. Doszła też prosta linka do zapinania roweru.

Oryginalny osprzęt Over Topa był badziewnej klasy. Koła na słabych obręczach. Piasty na osiach z nakrętkami i bez uszczelnień. No i suport, w którym po jeździe w dużym deszczu trzeszczało w środku. Trzeba było to rozkręcać, czyścić, czasem wymieniać kulki i miski, smarować, skręcać i kontrować, grrr... Słabe też były hamulce cantilever, choć minęło sporo czasu zanim zmieniłem je na v-breaki. Lipne stery, oczywiście 1-calowe, skręcane, wymieniłem ich przez lata bardzo wiele. Wyjątkiem jest tylko przednia przerzutka Shimano SIS, która dotrwała do dzisiaj i trzyma się całkiem dobrze.

Jak nie trudno się domyśleć Over Top okazał się mieć mało górski charakter. Natomiast do turystyki i jazdy rekreacyjnej nadał się całkiem dobrze. Zresztą nie miałem wtedy innego roweru, więc korzystałem jak mogłem i na ile sprzęt pozwalał. Wycieczki po lesie czy w lekkim terenie jurajskim były w mniejszości do ilości kilometrów pokonywanych na asfalcie. Dosyć długo jeździłem na oponach z Dębicy z terenowym bieżnikiem. Kiedy jednak zmieniłem je na gładkie slicki od Authora - nastała nowa "epoka".


Więcej, dalej, szybciej.

Jazda na slickach po asfaltowej drodze jest jak seks z piękną kobietą.

Wsiadasz na rower, nonszalancko przerzucając nogę nad siodełkiem i ruszasz powoli, ale pewnie. Nie patrzysz na nią, teraz to niepotrzebne zupełnie. Jedziesz niespiesznie, wpierw wyjeżdżając z osiedla, potem zostawiając miasto za sobą. Gdy droga zamienia się w długą prostą, wtedy przyciskasz mocniej. Musisz poczuć prędkość, nadać rytm, który poprowadzi was przez długie kilometry. Ona będzie się kręcić, unosić i opadać, a ty będziesz po niej jechał, rytmicznie, nie zwalniając na podjazdach i przyspieszając na zjazdach. Tak miną dziesiątki kilometrów, aż zaczniesz ten właściwy podjazd.

Od początku planowałeś tam pojechać i ona wiedziała, że tam zmierzasz, to było wręcz oczywiste.

Kiedy droga zacznie się wznosić stromo i skręcać, wtedy staniesz na pedałach, chwytając pewnie rower za rogi i kładąc go na boki przy każdym półobrocie korbą. Kiedy pot zacznie skapywać ci z twarzy, świst powietrza wydzierający się z nozdrzy i rytm uderzeń serca zagrają najpiękniejszą melodię jaką znasz. Wtedy spojrzysz wreszcie na nią, a ona odwzajemni ci się. Jest teraz. Dla ciebie. Cała. I gdy będziesz na szczycie, zobaczysz jak ona się wije tam w dole, podrygując zalotnie między pagórkami. Nie zwolnisz jednak, aby nacieszyć oczy widokami, czy pozwolić sobie na chwilę wytchnienia, ale wrzucisz najwyższy bieg i z płomieniem w oczach wydrzesz w dół na pełnej piździe! Tylko wtedy poczujesz spełnienie, pokażesz prawdziwą dominację - niechaj wie, że nie znalazłeś się na niej przypadkowo.

Minie jeszcze wiele kilometrów, nim spleceni razem znajdziecie się znów w tym samym miejscu, gdzie zaczęła się wasza przygoda. Gdy ona nadal będzie chętna, wciąż otwarta dla ciebie, ty zsiadając z roweru, nonszalancko przerzuciwszy nogę nad siodełkiem, pokierujesz się wprost do domu, szepcząc w myślach tylko "na dzisiaj to tyle, kochanie". Nie spojrzysz teraz na nią. Niepotrzebne by to było.

Pokonując coraz więcej kilometrów, mogłem odwiedzić coraz więcej nowych miejsc, zakątków, poznać mnóstwo nowych dróg. Radość z jazdy napędzała mnie, ja napędzałem rower, a rower dawał radość z jazdy. W 1999 r. przejechałem pierwszy 1000 km w miesiącu, rok później pierwsze 1500 km, a w 2001 r. - ponad 2000 km w miesiącu. W skali roku wyszło ponad 5700 km w 1999 r., a rok później już ponad 7000 km. Wtedy to było coś, choć dzisiaj to już tylko statystyka.

I nadeszła ta wiekopomna chwila, roku pamiętnego 2001, kiedy wyruszyłem na I Wyprawę Rowerową. Over The Top dostał na tę okoliczność przedni bagażnik (aluminiowy!), na którym zawisły dwie własnoręcznie uszyte sakwy. Ekwipunek był skromny, bo sam namiot miałem pożyczony, a budżet jakim dysponowałem jeszcze skromniejszy. Mimo tego chęć przeżycia dłuższej przygody rowerowej była ogromna. Wyprawa odbyła się w lipcu, trwała 16 dni (w tym 2 dni bez roweru) i liczyła 1705 km. Pokonywane dystanse bywały długie, często od 140 do ponad 170 km. Trasa wiodła przez Mazury i nad Morze Bałtyckie. Z tej wyprawy przywiozłem jedno z najpiękniejszych wspomnień, jakim jest radość w chwili pierwszego przyjazdu rowerem nad morze. U mnie to było szóstego dnia wyprawy. To uczucie wspominałem gorąco przez wiele lat.



Rok później pojechałem na II Wyprawę Rowerową, nie bez powodu nazwaną Wielką Pętlą Tatrzańską. To była wyprawa mieszana, bo oprócz jazdy rowerem chodziłem również po górach, zostawiając wówczas rower i większość bagażu w schroniskach. W ciągu 16 dni (w tym 3 dni bez roweru) pokonałem "tylko" 921 km. Najwyżej wjechałem nad Popradske Pleso na 1494 m. Dystanse dzienne były krótkie, rzadko dochodziły do setki, tylko dojazd z Częstochowy do Zawoi liczył 181 km. Górska piesza przygoda to wejście na Babią Górę, Turbacza, Lubomira, przejście masywu Radziejowej i całych Pienin ze wschodami słońca ponad doliną Piwnicznej i na Trzech Koronach. Do tego trzeba dołożyć wycieczki po Tatrach Wysokich i Słowackim Raju. Rower był tutaj jakby dopełnieniem sensu wyprawy, a jednocześnie idealnym środkiem do odbycia takiej podróży.

W 2003 r. wyjechałem z domu na prawie miesiąc. W tym okresie, na przełomie lipca i sierpnia, gościłem u przyjaciół w Lututowie. Wraz z Robertem zrobiliśmy ciekawą 3-dniową wycieczkę Tour de Kępno (240 km). Z Lututowa również udałem się na III Wyprawę Rowerową do Łeby. W ciągu 11 dni (w tym 2 dni bez roweru) pokonałem 1189 km, a dzienne dystanse wynosiły często 135 - 175 km. Cały wyjazd zamknął się w liczbie 1646 km. Na tę wyprawę zabrałem wreszcie własny namiot z prawdziwego zdarzenia. Over Top dzierżył przednie, ręcznie szyte sakwy w wersji II.

IV Wyprawa Rowerowa poprowadziła w Bieszczady i w Beskid Niski w lipcu 2005 r. Kilka dni spędziłem na górskiej wędrówce, choć plany były sporo większe. Niestety, fatalne zatrucie, które wymęczyło mnie dwukrotnie w ciągu czterech dni, kiedy to miałem sranie, rzyganie, gorączkę i halucynacje(!), zmusiło do powrotu pociągiem z Nowego Targu. Do dzisiaj dziwię się jak z tego wyszedłem praktycznie bez żadnych leków? Natomiast Over Top zniósł wyprawę znacznie lepiej, bo jego straty to tylko 2 pęknięte szprychy w tylnym kole, wymienione na bieżąco. W ciągu 14 dni wyprawy (w tym 5 bez roweru) przejechałem 943 km. Najdłuższy dystans wyniósł 181 km.

Cztery wyprawy w ciągu pięciu lat i masa krótszych wycieczek zaowocowały zebraniem solidnego doświadczenia. W głowie tlił się pomysł na dużo większą wyprawę, która byłaby spełnieniem moich skromnych rowerowych marzeń. Na realizację jej musiałem jednak jeszcze poczekać...




Wiek dojrzały.

Rok 2007 wniósł trochę zmian, które pośrednio przyczyniły się do komfortu rowerowych podróży. Przede wszystkim była to inwestycja w lepszy sprzęt biwakowy. Wysłużoną sakwę tylną Duo zastąpiły sakwy VauDe (które służą do dziś, choć już nie mnie). Over The Top doczekał się pedałów SPD, aczkolwiek na wyprawę w 2007 r. zamontowałem pedały z noskami. Dużym plusem był wcześniejszy zakup pierwszej lustrzanki cyfrowej, którą teraz mogłem uwiecznić wszystkie piękne i ulotne chwile.

V Wyprawa Rowerowa: Sianożęty - Dąbki wystartowała na początku czerwca. To klasyczna wyprawa - wyjazd z Częstochowy nad morze, tam kilka dni i powrót do domu. W ciągu 14 dni (w tym 1 dzień bez roweru) przejechałem 1482 km. Dzienne dystanse, z wyjątkiem tych nadmorskich, wyniosły od 100 do ponad 160 km. Długie czerwcowe dni, przewaga dobrej pogody, wiele ciekawych miejsc oraz możliwość nieskrępowanego zapisania tego wszystkiego w obrazach uczyniła tę wyprawę jedną z lepiej wspominanych podróży. W notesie wyjazdowym znajduję zapis: "I pchałem rower brzegiem morza, który co chwilę kopał się w piachu... Przepchałem ponad 3 km i przystopowałem. Tę noc zaplanowałem spędzić na plaży. Rower stanął przy drewnianej kłodzie i obok żółtej skrzynki z napisem Bornholm, pewnie wyrzuconej przez morze. Spokój. Tylko szum wody. Mgły znad morza - to nadciągają, to cofają się. Niczego więcej dziś nie potrzeba."

13 grudnia 2007 r. Over Topowi stuknęło 50.000 kilometrów.

Rok 2008 pozwolił wreszcie na dłuższe wyrwanie się z kieratu codzienności. Przyszła pora, aby zrealizować VI Wyprawę Rowerową: Dookoła Polski. Over The Top od roku już posiadał pedały SPD. Jak co sezon wymieniłem zużyte części. Bagażniki ubrałem w przednie sakwy Crosso Expert, w tylne VauDe i dodatkowo zabrałem wór Crosso. Całość przetestowana wcześniej, wydawała się nie mieć słabych punktów. Jednak takie były - przede wszystkim tylne koło, które szwankowało już od pierwszego dnia. Połaszczyłem się na zaplecenie nowego koła na starej piaście na wolnobieg, co prawda na łożyskach maszynowych, ale konsekwencją tego były cięte szprychy, których strzeliło w sumie aż 11! Drugim badziewiem okazała się być opona Rubena, która bezczelnie pękła na końcu świata, czyli w Stilo.

Na wyprawę Dookoła Polski wyruszyłem późno, bo dopiero w połowie lipca, z przyczyn zupełnie nie wartych przytoczenia tutaj. To był ostatni dzwonek na podróż mającą trwać przynajmniej półtora miesiąca. Na pierwszy ogień poszły góry - Beskidy i Sudety. Odwiedziłem m.in. Beskid Mały i Śląski, Góry Opawskie, G. Bardzkie, Złote, Bystrzyckie, Masyw Śnieżnika, Góry Stołowe, Karkonosze, G. Izerskie. Długie podjazdy w upale dawały w kość, a zjazdy po dziurawych drogach nie były dostateczną nagrodą za ten trud. Mimo tego - było warto! Wtedy oczywiście nie myślałem o całej wyprawie, a skupiałem się na górach, na kolejnych pasmach, które chciałbym poznać. Minęły 3 tygodnie od startu, kiedy pożegnawszy Izery zjechałem do Świeradowa-Zdroju.

Zachodnia, dość krótka granica, jak i wybrzeże Bałtyku to podróż łatwa i przyjemna, bo często z wiatrem w plecy. Ten etap służył zrelaksowaniu się i odpoczynkowi. Jadąc polskim wybrzeżem zwiedziłem wszystkie dostępne latarnie morskie. Następnie przejechałem przez Warmię, Mazury i Suwalszczyznę, skąd to zacząłem poruszać się wzdłuż wschodniej granicy na południe. Rejony niezwykle spokojne, ciekawe i bogate historycznie pozwalały nacieszyć się tą drogą i wyciągnąć z podróży to co najlepsze. Za Przemyślem zaczęły się góry, w które to wjechałem już w dużo lepszej formie niż na początku wyprawy. Niestety od Bieszczad ochłodziło się znacząco, a prognozy meteo były słabe.

O ile wizja coraz zimniejszych dni niezbyt mi się podobała, o tyle Over Top zupełnie nic sobie z tego nie robił. Ba! Wyjeżdżając ze Szczawnicy w deszczu wyczuwałem jego dziwne wręcz niewzruszenie tym tematem. Po prostu jechał. Niezależnie od pogody dowoził mnie wszędzie tam, gdzie ja miałem wątpliwości czy dojadę. Okryty folią czekał na parkingu przed nieistniejącym dzisiaj zakopiańskim Domem Turysty, aby w deszczu ze śniegiem móc jechać dalej. Pozwolić skończyć tę największą rowerową pętlę, rozpoczętą dwa miesiące wcześniej. I w końcu dojechałem do Żywca, w deszczu, gdzie pętla się zamykała. Marzenie zrealizowane. Over Top dowiózł. Ja w końcówce poległem, nabawiwszy się bólu gardła i kataru. Dzień później wróciłem pociągiem z Kęt, realnie skracając wyprawę o jeden dzień.

Wyprawa zamknęła się w 65 dniach podróży (w tym 11 bez roweru) i liczyła 4337 km. Wędrując pieszo odwiedziłem 13 pasm górskich. Schudłem ponad 8 kg. A Over The Top, poza wspomnianym felernym kołem, miał się całkiem dobrze.



Kolejny rok był dość słaby rowerowo, a następny bez skrupułów mogę nazwać tragicznym. Złożyło się na to parę czynników, zupełnie jednak nieistotnych z punktu tematyki tej czytanki. Powie ktoś, że nie samym rowerem człowiek żyje - fakt, ale bez roweru jest po prostu smutno. Może wszak i takie doświadczenia są w życiu potrzebne, aby w przyszłości pewnych błędów nie popełniać.

W 2011 r. odbiłem się od (rowerowego) dna. Over The Top dostał nowe tylne koło, już bez lipy, z piastą Novatec na maszynówkach, kasecie 8-rzędowej i obręczy DH-19. Tylne sakwy VauDe wymieniłem na wodoodporne Crosso Expert i zrezygnowałem z wora. W czerwcu ruszyłem na VII Wyprawę Rowerową na Pomorze. W ciągu 22 dni (w tym 1 dzień bez roweru) przejechałem 2025 km. Dzienne dystanse różne, średnio około 100 - 120 km. Nad samym morzem byłem tylko w paru miejscach, co stanowiło o oryginalności wyprawy, jak i było odskocznią od tradycyjnej jazdy wzdłuż wybrzeża. Dosyć zróżnicowana, dynamicznie zmieniająca się pogoda dostarczyła dodatkowego kolorytu temu wyjazdowi.

Jako że jedna wyprawa to trochę mało, a dwie to jeszcze nie przesyt - na przełomie sierpnia i września tego samego roku zrealizowałem VIII Wyprawę Rowerową na Roztocze. Trafiłem na rewelacyjną pogodę, bo praktycznie bez deszczu. Roztocze zwiedzałem na lekko, jeżdżąc tylko z jedną małą sakwą. W ciągu 14 dni przejechałem 1382 km i na rower wsiadałem każdego dnia. Po tej wyprawie Roztocze trafiło na listę moich ulubionych regionów w kraju.

Rok 2011 zamknął się dla Over Topa liczbą 8676 przejechanych km i był to jego najlepszy sezon.

W 2012 r. Over The Top zyskał drugie koło na piaście Novateca i obręczy DH-19. W przeddzień wyjazdu pociągiem do Ełku, z którego miała rozpocząć się IX Wyprawa Rowerowa, zerwał się gwint na wysłużonym oryginalnym widelcu w rowerze. Udało mi się zakupić na szybko nowy widelec, dociąć go i zamontować. W Ełku był problem ze wspornikiem kierownicy, który też udało się rozwiązać. Natomiast pod koniec roku dokończył żywota tylny bagażnik, z którym przejeździłem aż 17 lat!

IX Wyprawa Rowerowa: Mazury - Bałtyk liczyła tylko 8 dni i była najkrótszą moją wyprawą. Wtrącę tutaj, że wyprawą nazywam podróż rowerową albo wędrówkę pieszą, często górską, trwającą przynajmniej tydzień. Unikam degradacji znaczenia słów, bo jakkolwiek ciekawy spacerek po bułki i serek, czy wypad nad zalew w Poraju, wyprawą nazwany być nie może. No chyba, że w żartach. Tak więc te osiem dni na początku lipca wykorzystałem maksymalnie, aby wypocząć i "naładować akumulatory", poznając przy okazji nowe miejsca. Biwak nad Śniardwami i noce spędzone na nadmorskiej plaży zapisały się w pamięci na długo. Łącznie przejechałem skromne 540 km, a wróciłem z Malborka pociągami.

Rok 2012 był drugim najlepszym sezonem Over Topa pod względem przejechanych kilometrów i liczył 8377 km.

W połowie sierpnia 2013 r. zrealizowałem X Wyprawę Rowerową nad Bałtyk. W ciągu 18 dni (w tym 2 dni bez roweru spędzonych nad morzem) przejechałem 1602 km. Najkrótsze dystanse wyniosły po ok. 40 km (nad morzem), najdłuższe - ok. 150 km. W czasie wyprawy pękła jedna z rurek przedniego bagażnika, lecz defekt ten udało się sensownie naprawić za pomocą zapasowej szprychy i taśmy izolacyjnej. To była kolejna wyprawa, na której prawie wcale nie padało. Wiele z miejsc, gdzie się zatrzymywałem, ciesząc się przyrodą i malowniczym otoczeniem, pozwalało na pełen relaks i oderwanie się od przyziemnych problemów. Nawet gdy zafundowałem sobie ponowne pchanie objuczonego roweru piaszczystym brzegiem morza, czułem satysfakcję z pokonywania tych chwilowych trudności. Masa pięknych wspomnień zapisanych w obrazach i słowach uczyniła tę wyprawę jedną z moich najfajniejszych rowerowych przygód.


Teraźniejszość.

Tak jest i w życiu, i w bajkach, że każdy bohater ma swój czas. A potem przychodzą inni i piszą swoje historie. Długo odwlekany zakup nowego roweru musiał kiedyś wreszcie się wydarzyć. Na salony wjechał "Szarak" od Meridy i on przejął rolę roweru wyprawowego. Over The Top nie mógł w tym temacie konkurować, ale nie przestał jeździć. Odnalazł się dobrze w roli roweru miejskiego i czasem podmiejskiego.

Choć od dawna Over The Top nie jest jedynym moim rowerem, to mimo tego ta swoista "degradacja" zmniejszyła jego roczne dystanse. W ostatnich trzech latach wykręcał poniżej 3000 km rocznie. Poza wspomnianą rolą miejskiego roweru oraz stosunkowo niskimi kosztami eksploatacji, Over The Top miał zrealizować jeszcze jeden cel. Tym celem było przejechanie na nim 100.000 km.



Jaki jest koń, każdy widzi. A co zostało z oryginalnego Over Topa? Przede wszystkim rama, bo to "dusza" roweru i czyni go tym, czym jest. Rama poobdzierana, obstukana i pordzewiała w wielu miejscach, ale ciągle w jednym kawałku. Poza nią z oryginalnej konfiguracji roweru zachowały się: przednia przerzutka Shimano SIS, manetki przerzutek Shimano, zacisk sztycy i podsuportowy ślizg linek. Obecnie Over Top jeździ na kołach od Meridy i oponach Continental TourRide 26x1,75. Od kilku miesięcy kilometry zlicza licznik Echo-7, którego też darzę sentymentem, bo to młodszy brat Echo-5.

Na Over Topie zrealizowałem 10 wypraw rowerowych i masę wycieczek wielodniowych z sakwami. Przejechałem 184 dystanse powyżej 100 km dziennie. 31 maja 2018 r. wybiło mu 100.000 udokumentowanych kilometrów od jesieni 1995 r.

Przez ten szmat czasu Over The Top dowoził do celu. Czasami szwankował, irytował czy nawet wku*rwiał, bo komfort jazdy na nim, o ile nie jest dyskusyjną sprawą, to na pewno odbiega od współczesnych standardów. Mimo tego na swój sposób był wierny jak przysłowiowy pies (z tym, że psy nie żyją tak długo). To bardzo zwyczajny rower, który zdołał wybić się ponad przeciętność. Nie każdemu to jest dane. Dlatego ten wpis to jego historia, jego żywot. On tu jest bohaterem.


Zapraszam do foto galerii: https://imgur.com/a/e13bcec
To samo jest na: https://photos.app.goo.gl/UFkpsErHLqZMAnbk8

Z rowerowym pozdrowieniem
Sebiq


"Każdy, kto wykaże zdecydowaną inicjatywę,
może wyrwać się z kieratu codzienności."
Andrzej Zawada, himalaista (1928-2000)
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Gadu-Gadu    
Tomas_1982 Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 3102 (61%)
Postów: 418
Wiek: 36

Częstochowa - Błeszno Stare

Post Pon 17 Wrz 18, 11:39:47     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Sebiq,

Gratuluję tych 100k, przeczytałem Twój cały wpis, kawał historii. W sumie to nawet mam niedosyt lekki że nie ma tu więcej, idę oglądać zdjęcia.

Pozdrawiam Very Happy



Kontakt: 502 606 949
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora      
Reklama
markon Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 3080 (60%)
Postów: 447
Wiek: 44

Raków-Zachód

Post Pon 17 Wrz 18, 18:19:41     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Wow... czytałem czując dreszcz. Pięknie opisałeś! 😃


Bo mnie na uśmiech zawsze stać Very Happy

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora      
Jacek Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 4907 (96%)
Postów: 498

Poczesna

Post Wto 18 Wrz 18, 9:07:54     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Chyba jednak powinieneś pisać książki! Świetny wpis! Wspaniale się czyta. A rower jak widać nie do zdarcia.


Powrót do góry
Zobacz profil autora Galeria użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Gadu-Gadu    
anwi Kobieta



Status: Offline
Dni: 3422 (67%)
Postów: 122
Wiek: 63


Post Wto 18 Wrz 18, 9:40:52     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Świetny tekst. Czytałam ze wzruszeniem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora      
Mr. Dry Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 4206 (82%)
Postów: 726
Wiek: 40

Częstochowa

Post Wto 18 Wrz 18, 12:19:11     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Jesteś WIELKI! Opisy pełne wspaniałych uniesień a za chwilę pokazujące "brutalną" rzeczywistość Cool .


Nieważne gdzie jest pies pogrzebany, jeśli masz siłę kopać znajdziesz zwłoki...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość      
arusb Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 2536 (50%)
Postów: 157
Wiek: 49

Częstochowa-Tysiąclecie

Post Wto 18 Wrz 18, 14:06:33     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Epicki wpis.Piękna historia.


Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość      
voit Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 2641 (52%)
Postów: 465
Wiek: 45

Częstochowa 1000-lecie

Post Pon 24 Wrz 18, 17:34:48     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ten rower miał dużo szczęścia, że trafił w Twoje ręce. Mógł go przecież kupić każdy, np. ktoś taki jak ja i jeździłby najwyżej po bułki Smile
Klimat na zdjęciach nie do podrobienia.

P.S. Na instrukcji obsługi jest adres Radomska 4, to tam, bodajże w 95roku kupiłem a właściwie ojciec mi kupił rower Girardengo. Aby go dostać musiałem pomalować ponad 200 metrów ogrodzenia. Nie było nic za nic Smile
Pozdrower


Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość      
Sebiq Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 4004 (78%)
Postów: 630

Częstochowa - Ostatni Groszek

Post Wto 25 Wrz 18, 23:26:23     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Dzięki za dobre słowa!

Peace. Smile


"Każdy, kto wykaże zdecydowaną inicjatywę,
może wyrwać się z kieratu codzienności."
Andrzej Zawada, himalaista (1928-2000)
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Gadu-Gadu    
STi Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 4928 (96%)
Postów: 603
Wiek: 38


Post Nie 30 Wrz 18, 22:46:39     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Miło się czyta. U mnie też był plan na 100 tysięcy, brakło 1868 kilometrów :/


"Jeżeli zamkniesz prawdę, pogrzebiesz ją głęboko, ona rozkwitnie, osiągnie potężną moc, która w momencie eksplozji zniszczy wszystko, co stanie na jej drodze."
Powrót do góry
Zobacz profil autora Galeria użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora      
Sebiq Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 4004 (78%)
Postów: 630

Częstochowa - Ostatni Groszek

Post Sro 03 Paź 18, 14:53:10     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

STi napisał:
Miło się czyta. U mnie też był plan na 100 tysięcy, brakło 1868 kilometrów :/

Wiem, trzymałem kciuki (bo przegonić się nie dało). Szkoda, że rower nie dotrwał. Sad


"Każdy, kto wykaże zdecydowaną inicjatywę,
może wyrwać się z kieratu codzienności."
Andrzej Zawada, himalaista (1928-2000)
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Gadu-Gadu    
TeczowaMagia Kobieta



Status: Offline
Dni: 2636 (51%)
Postów: 464
Wiek: 34

Częstochowa/Świnoujście

Post Czw 04 Paź 18, 21:11:52     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ogień Very Happy
Ale chyba nie odchodzi?


"..Kręć się..Kręć się.. Kręć się.. tylko nie kręć.."
____ __o
___ `\<¬
__(_)/ (_)____
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Gadu-Gadu    
Sebiq Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 4004 (78%)
Postów: 630

Częstochowa - Ostatni Groszek

Post Nie 04 Lis 18, 23:53:12     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

TeczowaMagia napisał:
Ogień Very Happy
Ale chyba nie odchodzi?

Zależy co masz na myśli - na emeryturę, czy na złom?
Bo na emeryturze już jest, a na lepszą cenę złomu ciągle czekam... Wink


"Każdy, kto wykaże zdecydowaną inicjatywę,
może wyrwać się z kieratu codzienności."
Andrzej Zawada, himalaista (1928-2000)
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Gadu-Gadu    
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Częstochowskie Forum Rowerowe - Strona Główna » Z życia rowerzysty... Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
iCGstation v1.0 Template By Ray © 2003, 2004 iOptional

Hosting: strony internetowe gre.pl
Kontakt z osoba zarzadzajaca witryna: Speedy