wczytywanie...
Częstochowskie Forum Rowerowe - Strona Główna » Propozycje tras rowerowych

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Peta Orbita 2012 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 11, 12, 13
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
krzara Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 3480 (68%)
Postów: 674
Wiek: 66

Częstochowa

Post Sob 21 Lip 12, 22:31:06     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Peta Orbita 2012 - fotorelacja (54 zdjęcia)

0:00 - Start o północy z soboty na niedzielę spod Energetyka w Częstochowie.
Bartek (ten sam co sponsoruje i sam organizuje Słodki Bufet w Krzepicach) robi nam pamiątkowe, grupowe zdjęcie i odhacza uczestników przed startem. Potem puści meldunek do slayoo aby wrzucić na forum.



Częstochowska grupa. Brakuje sześciu, którzy wystartują.
Rząd z przodu od lewej:cameleon0, Adamas, leaf, magnum, roweromaniak, GAWEŁ, ..., konarider,

Rząd z tyłu od lewej:DżejBi, Sikor, inline997, krydus, bais, marcin87, jammiq, JotBeee, KolarzRLS, krzara, polak8778, JaMayca, michaill, ProPhet, Bialko, ..., pietro1978
Foto. krzara
(napiszcie mi na pw nicki wykropkowanych osób i sprostujcie jeśli kogoś pomyliłem)


Tuż przed startem. Foto. DżejBi

Startujemy w kolejności przydzielonych numerów.


23:57 Na linię startu podjeżdża 1-leaf (Michał), 2-michaill (Jacek), 3-Bialko (Michał). Foto. krzara

Pierwsza dwójka, jako jedyni spośród 46 uczestników PO ma już w swoim życiorysie dobową pięćsetkę. Liczę na to, że i innym, chociaż nielicznym dzisiaj się uda tak wyśrubować dobową życiówkę. Sam przygotowywałem się do tego i mam na nią cholerną chrapkę.

Na linię startu podjeżdżamy parami.


9-KolarzRSL (Kamil) i 10-markon (Mariusz). Foto: krzara


12-ProPhet (Łukasz), 19-Ufol (Przemek). Foto. krzara


14-GAWEŁ (Paweł), 24-krydus (Krzysztof). Foto. krzara

Kolejna para.


33-jammiq (Michał), 36-roweromaniak78* (Przemek). Foto krzara


Z Częstochowy wyruszą 31 osoby w tym dwie kobiety: JaMayca (Teresa) i Abovo (Agnieszka).
Mały dwuminutowy falstart. Prawdopodobnie nieporozumienie. Sygnał przesunięcia się do przodu odebrano jako sygnał do startu.
Wyruszam jako ostatni. Chcę być pewny, że wszystko poszło OK.
Co dzieje się na przodzie niestety nie wiem. Rozciągnięty peleton wzdłuż linii tramwajowej dodatkowo porozrywały światła na Jana Pawła i Dekabrystów. Do Altany Żywiec i Reala jadę w towarzystwie Grześka, zamykającego stawkę. To kumpel z sauny cameleonO (Nr49). Widzę, że będzie mu ciężko. Chce przeżyć niecodzienną przygodę. Wziął rower od żony i zaplanował powalczyć tylko i aż o 150 km. Pierwszy raz jedzie nocą a jego dobowa życiówka to kilkanaście kilometrów. Za Realem życzę mu powodzenia, zapewniam, że na pewno utworzy się grupa o podobnym stylu jazdy i mocniej naciskam na pedały aby przesunąć się do przodu.
Na krzyżówce w Kiedrzynie zauważam Bartka (odhaczał nas na starcie). Szybko przemieścił się na to miejsce po naszym starcie aby wskazać orbitującym kierunek na Działoszyn. Głośna wymiana pozdrowień i dokładam na prostej by kogoś dogonić.
Nagle mija mnie ogniem szosowiec bez kasku, bez kamizelki odblaskowej, bez startówki na kierownicy i ze słabym światłem. Pomyka w czarnej czapeczce i ciemnym kolarskim ubranku niczym diabeł nocą. Będzie nam dyskretnie towarzyszył prawie do śniadania. "Diable" odezwij się, przedstaw się i napisz coś o Twojej Pecie. Bałem się o Ciebie, mocno ryzykowałeś nocą w takim stroju. Dlaczego nie zgłosiłeś się?
(mam dwa zdjęcia "diabła" ale po kolei)
Pierwsze koty za płoty. Start w fantastycznej pogodzie, niezła frekwencja. Na starcie nie pojawiło się czterech: yoshimura, ryba537, baryla i vizirek. Nie wiem dlaczego. Potem okże się, że Yoshimura dotrze z Ostrołęki pod Energetyk w ostatniej chwili o 24:00 a vizirek wystartuje z innego miejsca dopiero po południu. Szkoda, że nie przekazali tych informacji przed północą. Punktualność i dyscyplina uczestników nastraja mnie pozytywnie. Wszyscy jadą w kaskach, kamizelkach i z dobrymi oświetleniami.

Samotnie (bo nawet z "diabłem" nie zabrałem się, tak szybko przemknął obok mnie i zniknął w ciemnościach), na dwóch przednich lampkach z nowymi bateriami próbuję kogoś dogonić. Wreszcie daleko przede mną w osi drogi pojawiają się w świetle mijanych samochodów pierwsze odblaskowe kamizelki. Cel namierzony. Doganiam. Jednych mijam, inni wskakują mi na koło. Dzięki bardzo małemu ruchowi samochodów, w miarę dobrej nawierzchni asfaltu i prostej, jednoznacznej nawigacji utworzyła się kilkuosobowa grupka, którą staram się prowadzić i podciągnąć do czoła.
Znam dobrze trasę i objechałem ją też nocą. Możemy sobie pozwolić na mocne tempo.
Podając na forum "Mój Rozkład jazdy" i dodatkowo wklejając go na mapie, którą dostał każdy uczestnik w pakiecie startowym celowo nie podawałem miejsc postojowych. Pozostawiłem to do bieżącej oceny sytuacji. Pamiętałem tylko aby nie przeholować z dłuższym kręceniem jak 1,5 godziny. Zaproponowałem swojej grupie pierwszy postój na rynku pod fontanną w Działoszynie. Nie słysząc sprzeciwu lądujemy o 1:23 po równo 40 km jazdy w Działoszynie.
Mamy 20 minut nadróbki co raczej wszystkich cieszy i wprowadza spokój na dalsze kilometry napierania.
Podlewamy drzewa i krzaki, sięgamy po koks, nawadniamy się. W międzyczasie dojeżdżają pod fontannę wolniejsi orbitowicze. Brakuje tych co wyrwali się do przodu od samego startu. Znać odpuścili Działoszyn i pomknęli dalej. Stosując się do rad profesora rowerologii, michaill'a, któremu nieobca wielogodzinna, nocna jazda i do rad przyjaciela zaproponowałem krótki, 5-7 minutowy postój aby nie wyziębić rozgrzanego i spoconego organizmu. Ruszam pociągając za sobą niezłe stadko. Podjazd na wyjeździe z Działoszyna naturalnie zmniejszył grupkę, która myśli już o Wieluniu. Nieoczekiwanie słyszymy okrzyki spod oddalonej od drogi stacji benzynowej. To czołowa grupa kończy swój pierwszy postój, dostrzegła nas i wskoczyła na rumaki by dołączyć do nas.
Dla nich to żaden problem. Po chwili tworzymy dwudziestoosobową grupę świetlików.


Nocni jeźdźcy. Foto. Mr. Dry


(2) michaill. Foto. Mr. Dry


Kto prowadzi? "diabeł" Foto. Mr. Dry

Im bliżej do Rudy, gdzie mamy odbić na "8" tym częściej staram się prowadzić peleton by w porę zasygnalizować na której krzyżówce odbijamy na Olewin. Są trzy możliwości. Pierwsza wg drogowskazu "Olewin 5km" w miejscowości Wierzchlas. Druga 3 kilometry dalej wg drogowskazu "Widoradz 4km" w Rudzie. Trzecia dla tych co nie skręcą bo przeoczą drogowskazy w Wierzchlasie i Rudzie, i pognają trochę dalej do samego Wielunia pozostawało wskoczyć na "8" w smym Wieluniu. Dobrze mówię polak8778? Mówiłem wcześniej wielokrotnie o tym aby nie panikować na trasie z powodu zjechania z orbity. Na naszych orbitach sami korygujemy trasę do swoich potrzeb.
Prowadząc, zasygnalizowałem grupie krzyżówkę w Wierzchlasie i kierowałem się dalej prosto drogą 468 na Rudę. Na Olewin w prawo odbili tylko: magnum i michaill. Pozostali poszli za mną.
Wkrótce na krzyżówce w Rudzie gdzie wchodzimy na orbitę zatrzymałem całą grupę do policzenia i przekazania meldunku z trasy. To tu najwytrwalsi mają wieczorem zamknąć okrążenie i wracać tym samym promieniem do Czewki.
W Rudzie doliczyłem się dziewiętnastu orbitowiczów. Jestem zaskoczony, że tak duża grupa zaczyna wspólne krążenie po 62 km ostrej jazdy. Meldunek poszedł tym razem wyjątkowo do Roberta (STI), przyjaciela z forum.

Cytat:
Pierwsza grupa 19 osób dotarła do Rudy i zaczyna orbitować.
Widać obudziłem go w środku nocy bo jakoś długo nie odbierał komóry, rozmowa nam się nie kleiła ale zaraz info wlazło na forum. Dzięki Robert.

Postój tylko na batona, odcedzenie ziemniaków, przekazanie meldunku i zebranie grupy. Po kilku minutach ruszamy. Na odcinku od Rudy mamy przechwycić krzysia(40) i wolverine(41), którzy wystartowali spod Wielunia i będą kierować się "8" na Bełchatów. Zaplanowali samo okrążenie co dałoby im życiówkę około 380 km. Jadą bez startówek bo uzgodniliśmy, że odbiorą je wraz z mapą i sponsoringiem w pakiecie startowym dostarczonym przez Edytę na śniadanie w Przedborzu. Krajówka z metrowym poboczem oddzielonym ciągłą linią wymusza jazdę sznureczkiem. Prowadząc rozciągnięty peleton zauważam daleko przed sobą odblaski kamizelek. Zbliżam się i rozpoznaję obu Krzyśków. Super. Wjechali na "8" tuż przed nami. Miejscami można jechać parami więc dzielimy się z krzysiem pierwszymi wrażeniami.
Widać też u nich świeże siły. Krzyśki świetnie napierają na przodzie. Trzeba uważać na większy ruch samochodów na krajówce. Czuję, że potrzebny jest kolejny 5 minutowy postój. Zjeżdżamy pod CPN. Liczymy grupę i wszyscy z zaskoczeniem przyjmują brak Rolanda. Nikt z tak licznej grupy nie wie kiedy odłączył i co się z nim dzieje. Postój wydłuża się. Komóra Rolanda nie odpowiada. Ani czekać ani wracać po niego. Przyjmujemy, że złapał kapcia a z tym sobie poradzi i bez problemu dociągnie. Zarządzam odjazd.
W okolicach Szczercowa lekka, chwilowa mżawka i zaczyna szarzeć. Dobrze bo tu pobocze dziurawe więc łatwiej ominąć dziury. Nie ma górek można nadepnąć. Zaczynam martwić się czy oby nie za wcześnie wpadniemy na śniadanie w Przedbórzu. Trzeba jakoś sztucznie hamować peleton.
Wychodzę na czoło bo zbliża się Nowy Świat gdzie mamy zjechać z krajówki. Tu celowo zarządzę długi postój.
4:40 Nowy Świat-119km


Foto. krzara

W porównaniu z "Moim rozkładem jazdy" 45 minut do przodu. No tak, sprzyjająca pogoda, mocna grupa, Krzyśki wprowadzające nowe siły lokomotywy po 70 kilometrze, to wszystko procentowało.
Jedni idą na kawę na stację benzynową pozostali zrzucają kamizelki


(31)konarider. Foto. krzara

grzebią przy sprzęcie

(14)GAWEŁ. Foto. krzara

przepakowują się

(25)Sikor. Foto. krzara

Dojeżdża zguba - Roland, który został w Rudzie nie z powodu kapcia a z powodu awarii oświetlenia. Podobno zaliczył Wieluń poszukując baterii. Wieluń zaliczył też polak8778 przegapiwszy skręty na Olewin.

Zrelaksowani i z podładowanymi akumulatorami ruszamy w kierunku Kamieńska i Przedbórza.
W okolicach Kamieńska po raz ostatni widzę w grupie "diabła".


diabeł z rana.

6:20 Gorzkowice - 146 km

Po godzinie jazdy mając duże wyprzedzenie zatrzymujemy się w na skwerze w Gorzkowicach. Pytam yoshimurę jak leci a on:


yoshimura Foto. krzara

Sięgam po banana i aparat a inni:

Lb Foto. krzara


na kucki Foto. krzara


na ławeczce Foto. krzara


na drugiej ławeczce Foto. krzara


w siadzie płaskim Foto. krzara


na kolanko Foto. krzara


na stojaka Foto. krzara

Jak widać każdy ma swój sposób regenerki. 15 minut i koniec pierdół. W drogę. Do śniadania trzeba jeszcze wykręcić 30 kilosów.

Jedziemy w kierunku Przedbórza szeroką ławą bo ruch zerowy. Wreszcie można pogadać podczas jazdy.
Gdy znikały kamizelki odblaskowe (większość z nich to zeszłoroczny sponsoring od Decathlonu na Tera Orbicie) peleton stopniowo przybierał całą paletę kolorów.


Moje ulubione zdjęcie, mój typ na certyfikat PO. Foto. krzara


Szosowcy w czubie. Foto. krzara


Foto. krzara


(22)-bais (Michał) Foto. krzara

Przed Przedbórzem znowu wychodzę na przód grupy aby ułatwić dojazd na śniadanie do Restauracji Parkowa. Proponuję po dotarciu na miejsce wspólną fotkę orbitowiczów z zasadniczej grupy.


Utęskniony Przedbórz ze śniadaniem

7:25 Przedbórz - 175 km - zasadnicza grupa wpada na śniadanie



od lewej:
(25)Sikor, (39)elziomalo, (40)krzyś, (20)Ufok, (12)ProPhet, (22)bais, (7)krzara, (1)leaf, (9)KolarzRSL, (5)Roland, (14)GAWEŁ, (8)Mr. Dry, (4)yoshimura, (31)konarider, (41)volwerine, (13)rower Adamasa. Foto. krzara

Proszę sprostujcie jeśli coś pomyliłem.
--
W Przedbórzu jest już niezawodna Edyta, która tak jak rok temu obstawia dwa Punkty Kontrolne: Śniadanie i Obiad. Wraz z nią przyjechało też czterech orbitowiczów: mąż tomek111s, darekk67 oraz małżeństwo adjol i adtom.

A na tarasie naszej restauracji uśmiechnięci uciekinierzy: michaill i magnum, którzy pierwsi dziesięć minut temu dotarli na śniadanie.



Tu każdy mógł dodatkowo zatankować litr sponsorowanego przez Fittime isostara. Foto. krzara

Szefowa Pani Wiesia specjalnie dla nas otworzyła przed czasem lokal a mnie jako sprawcy całego zamieszania funduje makaron z wiśniowym jogurtem. Pani Wiesiu dzięki, tak trzymać.
Taras super. Było gdzie zaparkować maszyny, dobrze zjeść, domówić według własnych potrzeb, skorzystać z WC.
Isostar ma wzięcie, sam uzupełniam o przydziałowy litr i po wpałaszowaniu makaronu z wiśniowym jogurtem ogłaszam, że za 3 min wyruszam. Cykam kilka zdjęć, pozbywam się jednej koszulki bo robi się ciepło, przerzucam jedną żelkę i kilka MilkyWay'ów (polecam sprawdzają się) z plecaka do tylnej kieszonki koszulki. Oznajmiam głośno, że za minutę ruszam.
Wiem, że w 25 osobowej grupie są różne interesy. Jedni realizują plan 500 inni za godzinę będą kończyć we Włoszczowie, jeszcze inni jadą tylko do Zawiercia czy do obiadu w Brynku. Nawet tym co chcą dociągnąć na Słodki Bufet wystarczy wolniejsze tempo. Tak więc wielu nie musi spieszyć się i już wyruszać.

A tymczasem...

Adamas jako pierwszy (patrz zdjęcie poniżej, moja bryka "7" stoi jeszcze w parku maszyn) rusza samotnie ze śniadania. Wie, że przed nim jeszcze 330 km i każda minuta się liczy.


Park maszyn przy Restauracji Parkowa w Przedbórzu. Foto. krzara

Gdy wsiadam na rower dołącza do mnie Sikor(cudem posklecał połamane przed Przedbórzem siodełko) a następnie Mr. Dry, KolarzRSL, GAWEŁ i bais. Proponuję Bartkowi (Mr. Dry) jazdę jeden za drugim aby oszczędzać siły. Mr. Dry fachowo uczy nas zmian. Prowadzący po kilometrze schodzi w lewo i nie tracąc tempa przepuszcza pociąg by płynnie wejść za ostatniego. Teraz odpoczywa wioząc się na kole dopóki jego poprzednik nie przejmie i nie odda mu prowadzenia. Proste, tyle że po 70 km takiej jazdy w granicach 29 - 31km/h siadły mi baterie. Najfajniej kręciło się od śniadania w szóstkę. Wtedy każdy woził się po 5 kilosów zanim objął prowadzenie. Jak odpadł bais (kapeć) i GAWEŁ (odpuścił we Włoszczowie ze względu na kolano) napieraliśmy w czwórkę. Trzeba było wchodzić na zmiany częściej bo co 3 km. Czuliśmy moc. Noga podawała. Nawet odcinki remontowanej drogi między Włoszczową a Szczekocinami pokonywaliśmy podobnym tempem. W Szczekocinach należało ponownie odpocząć i doładować się. Na rynek pod fontannę wjechaliśmy zaraz za Adamasem.

10:20 Szczekociny - 236 km mamy 45 min do przodu.


Pod fontanną w Szczekocinach. Foto. krzara

Trzeba dać nogom odpocząć i dokoksować się.


Od lewej: Mr. Dry jedzie na jogurcie, Adamas na mleku łaciatym, krzara na Milki Wayach, Sikor i KolarzRSL na kanapkach i wodzie. Foto. krzara

Po dłuższym, nieplanowanym postoju Adamas ponownie pierwszy wystartował. Pewnie czuł, że zbliżające się górki dadzą popalić i spadnie średnia.

Wyruszając ze Szczekocin zastanawiam się dlaczego jeszcze nie dogoniła nas bardzo mocna grupa szosowców, która na pewno ruszyła tuż po nas ze śniadania: Roland, elziomalo, leaf, yoshimura, konarider, Bialko, górale michaill i magnum, pełni sił krzyś i volwerine. Mało tego, jestem przekonany, że pociągnęli też za sobą kilku mocnych, którzy będą atakować całą pięćsetkę. Nie możliwe, żeby tak długo siedzieli na śniadaniu. Nasz sześcio a potem cztero osobowy pociąg pruł do przodu ale oni też pokazali do śniadania, że preferują szybką jazdę. Coś mi tu nie grało. A może zatrzymywali się na mijankach za Włoszczową podczas gdy my wybieraliśmy pusty, roboczy pas remontowanej drogi?
Dalsze rozmyślania prowadziłem już sam bo zacząłem wyraźnie odpadać na pojawiających się od Pradeł górkach. Dwugodzinne napieranie trzydziestką w pociągu zaczęło wychodzić. Parę razy Sikor i Mr Dry specjalnie zostają aby podciągnąć mnie do pociągu. Tym sposobem udało nam się w piątkę być jeszcze razem w Zawierciu gdzie wymusiłem krótki postój na ławeczce. Widząc, że zwalniam grupę, wręcz odbieram im szansę wykręcenia całej pięćsetki poddaję się. Jedyne pozytywne co mogłem wtedy dla nich zrobić to opieprzyć ich i zmusić do odjazdu bez czekania na mnie. Wiedziałem, że tylko bez mojego balastu mają szanse zrobić całą Petę. Na dodatek zgodnie z obowiązującym limitem czasowym, do Krzepic musieli dojechać i wyruszyć przed 20:00. Tego nie mieli jeszcze w garści.
Opieprz pomógł a dla mnie nastał czas samotnej, żółwiowej turystyki rowerowej. Ino patrzeć jak łyknie mnie jakaś grupa jadąca za mną w tym grupa szosowców. W miarę płasko do Siewierza ale za Siewierzem to już płasko nie było. W pewnym momencie zaczyna mnie mijać jakiś orbitowiec. Pierwsza myśl to „wreszcie dopadli mnie a ja nawet nie mam sił aby zabrać się z nimi”. Orbitowiec zagadał „ Krzychu jadę z tobą. Nie po to wybrałem się na orbitę aby sam jechać. I tak planowałem dojechać tylko do Brynku”. Sikor! Jakim cudem tu się znalazłeś? Wyjaśnił, że musiał zatrzymać się i skoczyć w krzaki. Na gonienie trójki nie miał już ochoty, odpuścił choćby dlatego, że padały mu nadgarstki od jazdy na przymusowo przesuniętym do przodu po awarii siodełku. Tym sposobem Sikor zapewnił mi miłe towarzystwo na kolejne dziesiątki kilometrów a co najważniejsze i najcenniejsze dociągnął mnie na obiad w Brynku.

14:55 - Brynek



Docieram na resztkach paliwa razem z Sikorem (25) na obiad. Foto. vizirek

Sikor dowiózł mnie na kole. Wiozłem się za nim 40 km nie dając żadnej zmiany. Wybacz Andrzeju siadły mi baterie i gdyby nie Ty toczyłbym się max 18km/h. Mimo, że do Brynka dotarliśmy z Sikorem 40 min przed planowanym czasem obaj postanowiliśmy zrezygnować z dalszej walki o całość. Dodatkowo u mnie coraz mocniej odzywało się lewe kolano stłuczone przy OTB na wycieczce przed orbitą. Wykonałem więc


Foto. vizirek
telefon do Bartka (od Słodkiego Bufetu) by upewnić się, czy możemy po doturlaniu się do Krzepic zostawić rowery w Zajeździe pod Różą i być przez niego odtransportowani do Częstochowy.
Po takiej decyzji można było wydłużyć sobie postój z planowanych 20 min do 1h 10min. O której wyruszymy z obiadu nie miało istotnego znaczenia.

W Brynku zastajemy Bugsa (47), KSW (48 ), vizirka (27), którzy dopiero tu wskoczyli na orbitę oraz szykującą się do wyjazdu czołówkę: Adamas (13), MrDry (8 ) i KolarzRLS (9)


Foto. vizirek

15:15 Nadjeżdża przesympatyczna para, która napiera od Włoszczowy. Tam zaczynali orbitowanie gdzie przyjechali rano pociągiem z Częstochowy.


(44) Kasik i (45) Rassta

Żegnamy prowadzącą trójkę życząc 500.


Czołówka opuszcza Dworek Myśliwski w Brynku.

15:48 Na obiedzie pojawia się mocna grupa szosowców


(1) leaf, (4) yoshimura, (5) Roland, (31) konarider, (39) elziomalo Foto. vizirek

Edyta tak jak na śniadaniu w Przedbórzu odhacza na liście kolejnych wpadających na ten Punkt Kontrolny i na bieżąco przekazuje meldunki do slayoo, który całą dobę czuwa przy kompie i nanosi je na nasze forum w temacie PO. To do niego każdy ma telefon awaryjny i może zgłosić swój problem lub zjazd z trasy.


Są powody do radości, przecież to już 333 km i dla wielu założone minimum wykonane. Foto. vizirek

Jemy sprawdzony na ubiegłorocznej Tera Orbicie kolarski posiłek. Zadbał o to pan Rafał, właściciel Dworku Myśliwskiego.
Każdy łapczywie rzuca się na dużą porcję spaghetti z mięsem indyka i sosem bolognese.


Foto. vizirek

Podczas postoju można uzupełnić tak jak na śniadaniu isostar.


Roland i elziomalo. Foto. vizirek

Wspaniale wpisała się w orbitę czwórka moich przyjaciół, która zaczęła orbitować od śniadania w Przedbórzu. Przywiozła ją Edyta, żona uczestnika TO i PO tomka111s, moja prawa ręka na ubiegłorocznej i tegorocznej Orbicie. Dzięki niej oba PK na śniadaniu i obiedzie mam obstawione. Edyto jesteś niezastąpiona. Buźka.


Od lewej siedzą: darekk67, tomek111s, Edyta
Od lewej stoją: vizirek, adtom.
Na zdjęciu brakuje Joli (adjol), żony Tomka (adtom'a) Foto. vizirek

Orbity mają swoje mieszane parki. A oto kolejna para, która na ubiegłorocznej Tera wykręciła 380 km! Tym razem walcząc z przeciwnościami losu Terenia (JaMayca) wykręci 336 km a Jarek (DżejBi) 400 km. Na trasach są zawsze ze sobą na dobre i na złe.


Teresa czyli (21) JaMayca łapie kapcia. Jarek czyli (16) DżejBi w odwodzie. Foto. vizirek


16:05 - Opuszczam wraz z Sikorem gościnny Dworek Myśliwski. Najedzony, napojony (zimna coca cola to jest to!), wypoczęty, upewniony, że wszystko przebiega w miarę szczęśliwie a walka na trasie nabrała rumieńców choćby od wyłaniającego się co rusz słońca, nieoczekiwanych spotkań i przygód orbitowiczów na trasie,


(7) krzara i (25) Sikor wyruszają na Słodki Bufet do Krzepic. Foto. vizirek

Żegnamy przebywających na obiedzie orbitowiczów. Przed nami ostatnie 80 kilometrów do Krzepic gdzie planujemy zakończyć jazdę. Andrzejowi coraz bardziej dokucza ból nadgarstków i na dodatek walczy ze skurczami nóg. Z radością przejmuję prowadzenie. Znam trasę, którą na tym odcinku objeżdżałem i wytyczałem razem z anwi uczestniczką poprzednich trzech edycji orbit.
Dzięki Iwonko za pomoc w przygotowaniu Pety. Zimna Cola i chęć odwdzięczenia się Sikorowi za dociągnięcie mnie na obiad wyzwala we mnie nowe siły. Teraz Andrzej chowa się za moimi plecami. To zwalniamy, to zatrzymujemy się by mógł rozmasować i rozchodzić pojawiające się skurcze w nogach. Przyjmuję to na luzie bo nie zależy nam o której dotrzemy na słodki Bufet. Po lewej stronie przed Olesnem na niebie pojawiają się dwie rosnące w oczach ciemne chmury burzowe.
Fajnie być niepoprawnym optymistą. Wierzę, że zdążymy przed nimi do Olesna. W Oleśnie trasa orbity skręca o 90 stopni na wschód więc stamtąd uciekniemy pod czyste niebo. Jednak grubo się przeliczyłem. Burza szła szybciej niż nasze kręcenie. Tradycji musiało stać się zadość. Jak na końcówce każdej orbity lunęło a nawet grzmociło. Kręciliśmy przez las więc każda próba zatrzymania się i przeczekania pod drzewami nie miała sensu. Szybko zniknęła też wizja przelotności burzy bo zrobiło się wokół ciemno. W butach chlupie, mokre okulary spuściłem na nos żeby coś widzieć, spuszczone nogawki ciężkie od wody, nie wiem co z komórą i aparatem, pioruny walą, auta obrzucają nas fontannami wody ale to już nie ma znaczenia. Na szczęście mam kontakt z Sikorem. Nie muszę oglądać się za siebie. Wiem, że jedzie zaraz za mną bo słyszę jak w najlepsze nawija szanty. Ryczy jak żeglarz podczas sztormu. Najpierw poleciało coś takiego:

Kiedy szliśmy przez Pacyfik,
- Way-hey, roluj go!
Zwiało nam z pokładu skrzynki......
- Taki był cholerny sztorm!

Hej, znowu zmyło coś,
Zniknął w morzu jakiś gość.
Hej, policz który tam,
Jaki znowu zmyło kram.

...Pełne śledzia i sardynki,
...Kosze krabów, beczkę sera,
...Kalesony oficera,
...Sieć jeżowców, jedną żabę,
...Kapitańską zmyło babę,
...Beczki rumu nam nie zwiało -

Trochę gram na gitarze ale specjalnie nie przepadam za szantami. Tu przekonałem się, że w pewnych okolicznościach szanty mają piekielną moc.
Jak już obojętność w stosunku do matki natury wzięła górę Andrzej wrzeszczał konkretnie:

Kołysał nas zachodni wiatr,
Brzeg był za rufą z dala
I nagle ktoś jak papier zbladł:
"Grot nam się rozpierdala!"

A bosman tylko zapiął płaszcz
I zaklął: "Mać je***!
Nie mogłaś szmato, ku*** mać,
Zaczekać z tym do rana!!?"

Spod ciemnych ołowianych chmur
Ulewa spadła nagle,
A myśmy, jak te ch*** dwa,
W kubryku szyli żagle.

A bosman ...

Mama zawsze mówiła nam: "dzieciaki możecie wszystko oglądać i słuchać ale pamiętajcie abyście z tego wyciągały właściwe wnioski".
Kochana mamo, nie sądziłem, że nawet jako sześćdziesięciolatek będę wierny Twoim słowom i będę przekazywał je młodym a ...

Rozmarzyłem się a tu trzeba kończyć fotorelację bo forumowicze stracą cierpliwość.
Wracam więc na asfalt, którym płyną potoki wody. Wszystko dobre co się dobrze kończy. Szanty pozwoliły nam przetrwać burzę a teraz wieje i suszy nas jak suszarka do rąk w kiblu. Sorry, niby logiczne skojarzenie ale może nie na miejscu. Za dużo uczucia wkładam w pisanie. No dobra, przejaśniało, wyjrzało słoneczko i chce się żyć. Skoro przetrzymaliśmy najgorsze to może wrócić do gry o 500. Jak przeliczyłem cała nadróbka poszła w p... ale jak się sprężymy to może wpadniemy na Słodki Bufet przed 20:00 czyli przed zamknięciem trasy, odhaczymy się i nawet nie korzystając z niego ruszymy regulaminowo na Wieluń. Na szczęście ta opcja słusznie przez Andrzeja została odrzucona ale dostałem przyzwolenie na podjęcie takiej samotnej próby.

A tymczasem...
Pierwsza trójka orbitowiczów pojedyńczo wpada na Słodki Bufet fundowany i osobiście zorganizowany przez Bartka Kluzę, mojego serdecznego Przyjaciela - szefa firmy BARTEX.


Adamas Foto. Bartek


KolarzRSL Foto. Bartek


Mr. Dry Foto. Bartek

Na bufet dotarła również w tym czasie ale samochodem z Brynku gdzie zakończyła orbitowanie, zaproszona przez Bartka czwórka (adjol, tomek111s, darekk67, adtom) startująca z Przedborza wraz z Edytą.


Słodka uczta w Zajeździe Pod Różą. Foto. Bartek

---

Ja myślami cały czas byłem już na tej uczcie.
Piętnaście kilometrów do Krzepic pokonuję w pól godziny. Po drodze cały czas zerkam na zegarek i przeliczam, o której mogę wpaść na słodki bufet. Wychodzi mi, że tym tempem dużo nadrobię i mam szansę pojawić się tam dokładnie zgodnie z moim planem jazdy czyli o 19:40. Dałoby mi to wystarczająco dużo czasu na skorzystanie z bufetu i na przygotowanie do dalszej jazdy. W myślach układam sobie każdą czynność, którą wykonam na bufecie:
- zrobić ciepłą herbatę
- podjadać ciastka, ile się da, na maxa
- skorzystać z WC
- włożyć suchą koszulkę
- zmienić okulary
- zrobić remanent w plecaku i zostawić niepotrzebne rzeczy
- napełnić czymś, choćby wodą pusty, litrowy bidon
- przełożyć z plecaka do kieszonki koszulki ostatnie MilkiWaye
- zjeść duuuużą porcję ananasów w syropie (mój przysmak)
- w międzyczasie wypytać Bartka o innych na trasie w tym o trójkę, która na pewno wyruszyła przede mną na Częstochowę
- może jakieś zdjęcia
- dobrze byłoby nasmarować łańcuch (specjalnie zabrałem smar)
- jest widno, ciepło, dlatego nie będę jeszcze zakładać wiatrówki i kamizelki odblaskowej ale muszę je przygotować.
Czynności drobne ale w pośpiechu można o czymś zapomnieć i narobić różne głupstwa.
Dojazd do Zajazdu Pod Różą znam na pamięć. Skrzyżowanie z drogą 43 Częstochowa – Wieluń, skręt w prawo, synagoga po prawej, mostek na Liswarcie i po lewej Zajazd. Już widzę grupkę czekających na mnie kibiców. Radosne owacje. W pospiechu opieram rower o płot, wchodzę do altany gdzie Bartek przygotował tak jak w ubiegłym roku ucztę Baltazara. Na widoku stacjonarna pompka do roweru dla potrzebujących. Zrzucam plecak i punkt po punkcie wykonuję zaplanowane czynności. Pytając o coś do bidonu, Bartek podsuwa mi ostatnią porcję isostara, którą Edyta przezornie zabrała do Krzepic. Jest dobrze. Tak jak przypuszczałem Adamas, Mr. Dry i KolarzRLS opuścili już Słodki Bufet. Nie ma już też Edyty ze swoją grupą. Zastałem natomiast kończących ucztę Bugsa i KSW. Oni wpisali się w Orbitę po swojemu i zaraz wyruszą rowerami do domów. Bugs do Przystajni a KSW do Panek.


Słodki szwedzki stół. Hitem ananasy. Foto. Bartek

Mam jeszcze chęć na słodziutką, małą czarną na stojaka. Rozpuszczalną czy mieloną pyta Bartek. Rozpuszczalną byle szybko. Nie jestem kawoszem ale organizm domaga się zmiany smaku i dodatkowego kopa. Zostały dwie minuty do zamknięcia trasy na Wieluń. Przez okno widzę wjeżdżającego Sikora.


Sikor dociera do Zajazdu Pod Różą. Foto. Bartek

Potwornie zmęczony.Tu kończy orbitowanie. Przynajmniej o niego będę spokojny.
Żegnam się z przyjaciółmi. Jakże wspaniale byłoby ponownie widzieć się o północy w Altanie Żywiec i udowodnić sobie, że wykręcenie 500 km w 24 godziny jest możliwe dla amatorów przy dobrym przygotowaniu siebie i sprzętu, dużej woli walki, pomocy przyjaciół na trasie, sprzyjającej pogodzie i łutu szczęścia. Faktycznie sporo rzeczy musi zagrać.

---
Dopiero za Krzepicami napięcie zaczyna mijać. Zostaję sam bez presji dotrzymania komuś koła, bez limitu czasowego. Oczywiście wyznaczam sobie kolejne zadania, które chciałbym zrealizować. Po pierwsze bezpiecznie dojechać trasą orbity do Częstochowy. Po drugie próbować ale nie za wszelką cenę wykręcić do północy 500 km. Być może taka okazja nigdy mi się nie zdarzy. Prosta droga, dobry asfalt, ciepły wieczór sprzyjają szybkiej jeździe. Żałuję, że na Słodkim Bufecie nie pojawił się zaproszony fotograf Marek Barczyński. W zeszłym roku świetnymi zdjęciami uwiecznił nasz pobyt. Trudno, widać nie mógł. Jakież miłe zaskoczenie, gdy nagle spostrzegam przykucniętego z aparatem na poboczu drogi Marka. Mijając go słyszę trzaski migawki. Jestem pewien, że zdjęcia wyjdą profesjonalnie.


autor fotorelacjina 420 km za Krzepicami. Foto. Marek Barczyński

Teraz doceniam kilka istotnych spraw, które pomagają mi znieść tak długi czas na siodełku.
Jadę w nowych pampersach (zwykłe za 39,90 z Decathlonu) i wzorem długodystansowców, którzy przez kilka dni przed biegiem smarują stopy przeciw odparzeniom (polecam, jedyne 3,50) wzmacniałem tyłek maścią ochronną z witaminą A. Sprawdziło się. Poszalałem i kupiłem też na wyjazd nowe grubsze rękawiczki (ok 50zł). Dłonie też mocno pracowały. Dwa dni przed startem sauna i masaż nóg (dzięki cameleon0. Swoje trzy grosze do mojego wyniku dorzucił również inny wspaniały przyjaciel, Piotr Ruszel – trener odnowy Włókniarza, który podpowiedział mi dużo o przedstartowym jedzeniu i dostarczył zgrzewkę specjalnej wody źródlanej z podwyższoną zawartością tlenu. Pijąc ją sprawniej oczyszcza się organizm ze szkodliwych produktów przemiany materii usprawniając jego funkcje fizjologiczne co szczególnie wspomaga tolerować dłuższy wysiłek fizyczny. To i wiele innych rzeczy procentuje. Obawiałem się o ostatnie 80 kilometrów. Wszak to poza moją życiówką. Nie doświadczyłem tego nigdy. A tu idzie całkiem dobrze. Namierzony Nowy Świat przed Wieluniem. Stąd tylko dwa kilometry do Rudy gdzie zamykam orbitę. Kolejny powód do radości. Pozostają 62 km promienia. Krótki postój na Milki Waya i założenie kamizelki odblaskowej bo robi się szarówka. Czuję, że dam radę. W pewnym momencie widzę ostro jadących z na przeciwka dwóch kolarzy w kamizelkach. Rzucają mi pozdrowienie. Odpowiadam ale nie wiem komu. Niby nasi ale bez startówek. Później wyczytam na blogu krzysia, że to on wraz z volwerine wracali do domu pod Wieluń.
Kolejnym punktem do oceny sytuacji był Działoszyn (40 km przed Częstochową). Szczęśliwie, lekko hamując bo zjazd z dwoma zakrętami do centrum jest konkretny, docieram pod fontannę. Z licznika wychodzi mi, że nie dotrę przed północą do Altany. Sił ubywa i na dodatek coraz bardziej dokucza zesztywniały kark. Trudno podczas jazdy podnosić głowę by spojrzeć dalej przed siebie.
Miedźno, czyli jeszcze 30 km. Dzwonię do Bartka aby nie martwiono się o mnie. Dociągnę do Czewki tuż po północy. Mimo zapewnień Bartek z Grześkiem wyjeżdżają po mnie samochodem, namierzają w Białej i proponują holowanie. Jednak upewniwszy się, że jakoś mi idzie przyjmują podziękowania i odjeżdżają do Altany.
Zegarek pokazuje północ a licznik 501 kilometr.
Czyli 500 uratowane! Boże udało się! Główne zadanie wykonane! Teraz spokojnie do Altany, tam na pewno ktoś czeka na mnie. Przed ogródkiem Altany stawiam się dokładnie kwadrans po północy.


Udało się!

Są najwytrwalsi kibice. Niech wymienię chociaż kilku: Bartek, cameleon0, Edytka, STI, Mr. Dry, KolarzRSL, DżejBi.


Przed Altaną licznik zatrzymuje się na 506 km. Foto. krzara

Zdzichu – gospodarz Altany Żywiec leje do litrowego kufla coś czego domaga się wykończony organizm. Gęba nie zamyka mi się. Pragnienie. Chcę podzielić się swoimi, niecodziennymi wrażeniami.

Wierzyłem, że kilku wykręci pięćsetkę.
Wierzyłem, że wielu wykręci świetne życiówki.
Wierzyłem, że większość będzie zadowolona.
Dlatego postawiłem na forum kolejne wyzwanie.
Dzięki, że tak wielu podjęło się tego wyzwania.
Warto dla Was wielu wiele zrobić


krzara


Ostatnio zmieniony przez krzara dnia Sob 08 Gru 12, 20:51:19, w całości zmieniany 68 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora      
DżejBi Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 2694 (53%)
Postów: 11
Wiek: 51

Blachownia

Post Nie 22 Lip 12, 22:22:10     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Kszara - fotorelacja, którą piszesz to poezja - rowerowa Very Happy
Ponieważ zapomniałem wcześniej dziękuję Edycie z punktów kontrolnych - ja spotkałem się z jej miłym przyjęciem w Przedborzu (i isostarem - thx dla sponsorów).
Z komóry zrobiłem na początku i na końcu kilka zdjęć, niestety o wątpliwej jakości, ale daję linka żeby nie było:
https://plus.google.com/u/0/photos/114800916904109060090/albums/5767900415470492657?tab=mq
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość      
Reklama
krzara Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 3480 (68%)
Postów: 674
Wiek: 66

Częstochowa

Post Pon 23 Lip 12, 13:00:42     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

wywiad w gazecie internetowej o PO
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora      
krzara Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 3480 (68%)
Postów: 674
Wiek: 66

Częstochowa

Post Wto 24 Lip 12, 20:27:40     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Doliczyłem się 19 orbitowiczów, którzy prowadzą swój blog rowerowy na Bikestats.
Większość zrobiła wpis z wyjazdu na PO. Warto zajrzeć, poczytać, skomentować, zaprosić do znajomości.

1- Mr. Dry ---- 507 km
2- KolarzRSL - 506 km
3- krzara ----- 501 km
4- Sikor ------ 413 km
5- michaill --- 330 km (bez wpisu)
6- krydus --- 318 km
7- krzyś ----- 308 km
8- JotBeee - 264 km
9- jammiq -- 240 km
10- markon -- 237 km
11- Kasik ----- 214 km
12- Rassta ---- 214 km
13- kobe24la - 185 km
14- roweromniak78* - 176 km
15- Bialko ---- 160 km (bez wpisu)
16- voit -------- 156 km
17- vizirek ----- 138 km
18- Abovo ------ 99 km
19- damzac ---- 84 km

Relacje są świetne.
Kapitalną relacją jest wpis krydusa, który jechał w ostatniej grupie. Dopiero z tego wpisu dowiedziałem się ileż tam się działo i jak sobie radzili i pomagali. Tego w mojej fotorelacji nie wyczytacie.

Jeśli kogoś nie odnalazłem to fajnie byłoby aby zaprosił na swój blog. Dopiszę go do tej listy.


Ostatnio zmieniony przez krzara dnia Pon 30 Lip 12, 19:16:24, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora      
elziomallo Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 3458 (68%)
Postów: 196

Śródmieście/Wrocław

Post Sro 25 Lip 12, 2:29:02     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Hej, nie mam Bikestata, więc relację najprościej będzie mi sklecić tutaj. Krzara opisał wszystko obszernie, ograniczę się więc to tego co działo się w grupie i osobistych przeżyć.

Sobota wieczór:

Z planu pospania przed orbitą nici, jak zwykle ostatnie chwile płyną na przygotowaniu sprzętu. Poprzedni dzień skończyłem o 5 rano (ognisko mojej klasy z LO), spałem do 12, ciekaw jestem jak się to odbije. O 22:30 rower jest gotowy, z planowanej 3-godzinnej drzemki zostaje 20 minut relaksu. Wsuwam makaron, wrzucam do kieszonek jakieś 6700 kalorii w postaci słodyczy i narzędzia, ledwo się to mieści ale nie lubię plecaków. Ruszam z drobnym poślizgiem.

Niedziela, 00:cośtam

Dojeżdżam pod energetyk, z odjeżdżającego auta ktoś (Bartek?) woła, że już wystartowali. No to początek się mocny zapowiada myślę i zaczynam gonić. Nie jest źle, pierwszą grupkę dochodzą za Realem, mijam chyba jeszcze 2 i spotykam Krzarę. Dajemy zmianę do samego Działoszyna łykając po drodze 2 grupki, czuję duże pobudzenie z racji wyzwania przez co jedzie się znakomicie. Od Działoszyna trzymam się już z tyłu, dobre rozłożenie sił to podstawa. Nie ma sensu opisywać nocnej jazdy w takim peletonie, to trzeba przeżyć, wrażenia są niesamowite.
Co godzinę jem batona, po czwartym nienawidzę musli. Zasilanie zmieniam na chałwę i prince-polo. Do śniadania nic ciekawego, poza spostrzeżeniem, że o ile na Giga-orbicie (którą ukończyłem) na 177 kilometrze był już obiad, to tu będzie dopiero śniadanie Mr. yellow

7Madx, Przedbórz-Śniadanie 177km

Makaron z serem, żadnych fajerwerków. W tym momencie być może rozegrała się dla mnie orbita- już miałem startować w grupce Mr.Dry, ale pomyślałem, że 5 minut mnie nie zbawi i skoczyłem w jeszcze jedno miejsce. Jest prawdopodobne, że gdybym wtedy wystartował, to utrzymałbym się w czołowej grupce i trzasnął 500. Rozpatruję to bez żalu, ale wniosek jest dość jasny. Startuję więc z pewnym opóźnieniem. Czekam na jadących za mną z nadzieją na utworzenie grupki, nic jednak z tego nie wychodzi więc jadę przed siebie swoim tempem. Dochodzę grupkę w której leni się Roland, po niedługim czasie zostajemy sami. Tempo jest mocne, łykamy kolejne osoby. We Włoszczowej krótki postój, za Włoszczową szosowcy się przebierają a ja czekam, bo nie ma w co się przebierać Mr. yellow Olewam czerwone światło na remontowanym odcinku, wskutek tego do Secemina jadę już sam. W Seceminie duża grupa decyduje się jechać przez Koziegłowy, od tej pory klaruje się grupa szosowa- ja, Yoshimura, Leaf, Konarider, Roland. Tempo dobre, nogi podają, jedziemy solidarnie, nikt nie szaleje. Nie ma specjalnego ciśnienia, więc na kilku postojach po prowiant tracimy po parę minut. Górki przed Zawierciem rozbijają peleton, Leaf gdzieś w oddali ciśnie najgorszy podjazd z blatu Mr. yellow, ja z Rolandem co chwila wstajemy i znów siadamy byle tylko wyjechać, Yoshi i Kona zostali z tyłu. Czuć w nogach te prawie 300km, jest ciężko. Zmiana kasety na 11-28 była dobrym pomysłem, ledwo co wjechałem na tą górę (42/2Cool. Do Zawiercia wjeżdżamy już razem, przy Tesco dłuższy postój. Za Siewierzem chwile grozy, gdy autobus wyprzedza Rolanda na zapałki. Robi się sennie i mułowato, zmęczenie daje o sobie znać. W końcu na jednym z remontowanych odcinków "łapię" Tira i na chwilę uciekam z grupki, nogi zmęczone więc zwiał mi po 3 kilometrach ale zostawił trochę adrenaliny i ogólne orzeźwienie, także spokojnie dojechałem do Tarnowskich Gór i spędziłem tam kilka minut w oczekiwaniu na grupę. Do Brynka kręcimy mocno, wszyscy głodni.

15:45? Brynek 133km

Nie mogę już patrzeć na makaron, zjedzenie spaghetti jest ciężkim wyzwaniem. Tankujemy isostara, spróbujemy zdobyć Krzepice przed 20:00. Gdzieś od Włoszczowy pobolewa mnie kolano, decyzję o dystansie zostawiam do słodkiego bufetu. Od Zawadzkich jedzie się kiepsko, wiatr nie pomaga, przed Olesnem łapie nas deszcz i trzyma się dobre 15km. W tym momencie rower zaczyna być napędzany siłą woli. Za Olesnem nikt nie ma już siły na sentymenty, do Krzepic dojeżdżam z Rolandem i Leafem, reszta chwilę po nas. Dla Leafa to koniec trasy, nie pamiętam żeby miał moment słabości Mr. yellow Konarider czeka na transport, Yoshimura odjeżdża w kierunku domu.

21:00 Krzepice, 413km

Na słodkim bufecie masa pyszności, tylko człowiek tak styrany że nie ma siły próbować Mr. yellow Roland zmienia strategię co 3 minuty, staje na tym że wracamy prosto do Częstochowy. Nogi jeszcze podają, wiem że byłbym w stanie skończyć pętlę, ale... 450 też mnie satysfakcjonuje, a 3h samotnej jazdy nocą na kiepskich (pozycyjnych) światłach to nie jest to, o czym marzę. Roland po nieudanej próbie wejścia na rower pasuje, zostaję więc sam. Robi się chłodno, żadnego księżyca, noc ciemna i głucha. Co jakiś czas oświetla mi drogę wyprzedzający mnie TIR. Co ujrzę na chwilę w oddali wieżę Klasztoru, to znów nurkuję w ciemną otchłań kolejnego lasu. Strasznie bolą ręce, co chwilę zmieniam pozycję ale nie daje to zbyt wiele. Najbardziej pomaga jazda bez trzymanki. Jakże inna to jazda od tej sprzed niespełna doby, gdzie w dużej grupie czuło się niesamowitą siłę. Gorzko śmieję się już w Częstochowie, w największą dziurę całej orbity która prawie wysadziła mnie z siodła wpadłem na ul. św.Rocha ;/ Tak mnie wita moje miasto. Dojeżdżając do domu czuję rezerwy w nogach, 500 było do zrobienia, dalej nie wiem co o tym myśleć.


rower
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość      
Pawel_G



Status: Offline
Dni: 2380 (47%)
Postów: 6


Post Czw 26 Lip 12, 20:30:17     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

W artykule na częstochowskiej stronie gazety umieszczona jest informacja o orbicie mini, czy będzie można uzyskać bliższe informacje?
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość      
krydus Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 3425 (67%)
Postów: 23
Wiek: 34

Kłomnice

Post Czw 26 Lip 12, 23:58:28     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Mini będzie w przyszłym roku.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Gadu-Gadu Tlen    
krzara Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 3480 (68%)
Postów: 674
Wiek: 66

Częstochowa

Post Pią 27 Lip 12, 0:06:26     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Faktycznie, podałem w wywiadzie do gazety internetowej wczestochowie.pl, że myślę o zaproponowaniu na Częstochowskim Forum Rowerowym w przyszłym roku 100 kilometrowej Mini Orbity. Śledząc rozwój tematu tegorocznej Peta Orbity, posty uczestników, ich ocenę co do sensu organizowania takich imprez, sposobu ich przygotowania i przebiegu nabieram przekonania, że za wcześnie aby podawać konkrety. Temat musi dojrzeć. Na pewno kolejna orbita ruszyłaby tradycyjnie w połowie lipca. Byłaby również dobowa i jak zwykle adresowana do wszystkich, dojrzałych bikerów bez względu na rower czy posiadane życiówki.Konkrety ujrzą światło dzienne dopiero w kwietniu czyli na tyle wcześnie aby przygotować się do kolejnej orbity.

------------------------------------

Jutro zbiera się o 18:00 na Placu Biegańskiego pod ratuszem kolejna, 77 Masa. Ponawiam propozycję uczestnictwa w niej Peta Orbitowców ze startówkami na rowerach i zrobienia wspólnej fotki po masie.

------------------------------------

Dzisiaj odebrałem od Piotrka Hercoga, czołowego polskiego adventure'a, ufundowane osobiście przez niego nagrody dla pięciu uczestników Peta Orbity, którzy wykręcili całą orbitę. Tym sposobem chciał wyrazić uznanie dla jak się wyraził twardzieli.
Wielkie dzięki Piotrku.

Na dniach zamknę sprawę sponsoringu i przedstawię ją szeroko w osobnym poście.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora      
krzara Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 3480 (68%)
Postów: 674
Wiek: 66

Częstochowa

Post Sro 01 Sie 12, 21:33:22     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Sponsoring

Z wielką przyjemnością przedstawiam naszych, tegorocznych, orbitowych sponsorów. Są to: sklepy sportowe, firmy, instytucje, kluby i osoby prywatne, które utożsamiają się z naszą rowerową imprezą i wyraziły zgodę na wsparcie jej swoim sponsoringiem. Jedni zaoferowali pomoc w zorganizowaniu wyjazdu, inni chcieli docenić konkretnych twardzieli (i twardzielki) z Peta Orbity lub objąć sponsoringiem wszystkich uczestników. Co by nie mówić otrzymaliśmy od nich sygnał, że popierają takie akcje, chcą się przyłączyć do ich spopularyzowania i zapraszają do siebie widząc w nas potencjalnych klientów lub klubowiczów.
Warto podkreślić, że to dzięki nim podjąłem się organizacji Orbity dla 50 osób bez żadnego wpisowego ze strony uczestników. Z części sponsoringu mieliśmy okazję już skorzystać podczas wyjazdu (startówki, zippy, mapki, plakaty, batony energetyczne, isostar, woda mineralna, opaski i łapki odblaskowe, słodki bufet, "napój złocisty", reklamówki do pakietów startowych…). Pozostały sponsoring uświetni wręczenie certyfikatów Peta Orbity, które planuję w drugiej połowie sierpnia w Altanie Żywiec. Najlepsi orbitowicze i szczęśliwcy w losowaniu sięgną po cenne 200, 100 i 50 złotowe kupony zakupowe w sklepach sponsorów, po wejściówki na siłownię czy pakiety startowe w 5 Biegu Częstochowskim. Będą też nagrody rzeczowe dla naszych pań twardzielek i szczęśliwców w losowaniu. A wszystko z podtekstem rowerowym by nam służyło na kolejnych rowerowych wyjazdach.




Fundator Bonów zakupowych (3 po 100 zł i 6 po 50 zł) do rozlosowania spośród wszystkich uczestników
------------------------------------------------------------



Fundator Bonu zakupowego o wartości 200 zł dla najlepszego petaorbitowca.
------------------------------------------------------------



Fundator i organizator Słodkiego Bufetu w Krzepicach na 413km.
Każdy z uczestników który dojechał do bufetu otrzymał:
- worek suszonych owoców 250g (rodzynki + żurawiny + morele)
- oraz mógł skorzystać ze słodkiego stołu szwedzkiego (owoce, ciastka, słodycze, napoje zimne, herbata, kawa...)
------------------------------------------------------------



Udziela gościny na spotkaniach przedstartowych i na rozdaniu certyfikatów oraz stawia dla każdego uczestnika na zakończenie 0,5l piwa (zamiennie na sok, napój, colę).
Niewykorzystane bony będą honorowane na wręczeniu certyfikatów
-------------------------------------------------------------


Fundator Opasek i łapek odblaskowych dla każdego uczestnika (w pakietach startowych).
-------------------------------------------------------------


Udziela gościny na Słodkim Bufecie. Oddaje do dyspozycji pomieszczenie i pomocne rzeczy (termosy, naczynia...)

-------------------------------------------------------------



Fundator Bonów zakupowych (2 po 100 zł i 6 po 50 zł) do realizacji w sklepie a do rozlosowane między uczestników.
-----------------------------------------------------------



Fundator Nagród rzeczowych dla wszystkich czterech kobiet, uczestniczek Peta Orbity
Również Książki o tematyce rowerowej do rozlosowania.
------------------------------------------------------------


Fundator Batonów energetycznych do pakietów startowych.
------------------------------------------------------------


Fundator:
- Isostara do rozrobienia przez uczestników na Punktach Kontrolnych.
- 5 wejściówek 4 godzinnych na siłownię do rozlosowania między uczestników.
- 5 Bidonów - do rozlosowania między uczestników
------------------------------------------------------------


Fundator Startówek na rower, wody mineralnej, certyfikatów
-------------------------------------------------------------


Fundator 4 Pakietów startowych 5 Biegu Częstochowskiego (bieg odbędzie się w kwietniu 2013r)
-------------------------------------------------------------
Wizualizacje.media.pl

Za tym kryje się Piotr Najwer, mój serdeczny przyjaciel. Obróbka komputerowa plakatu i certyfikatu Peta Orbity.
--------------------------------------------------------------
Piotr Hercog

Przekazał od siebie 5 zestawów nagród rzeczowych (koszulka techniczna, nakrycie głowy, kupon na 200 zł przy zakupie monitora pracy serca SUUNTO) dla pięciu osób, które wykręciły 500 km w 24 h.
-------------------------------------------------------------

W imieniu wszystkich uczestników Peta Orbity gorąco dziękuję sponsorom za współtworzenie kolejnej edycji Częstochowskich Orbit.

krzara
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora      
krzara Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 3480 (68%)
Postów: 674
Wiek: 66

Częstochowa

Post Pią 03 Sie 12, 23:16:52     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Jutro tj w sobotę garstka twardzieli próbuje zmierzyć się z 550 kilometrami w 24 godzinach w profesjonalnie zorganizowanych zawodach. Grupa 15 osobowa szosowców wystartuje z Gliwic w południe i będzie pokonywała pętle 80 kilometrowe. Mają do dyspozycji wóz techniczny, który wiezie im wszystko. Oni mają tylko kręcić. Wystartuje również 5 zespołów trzyosobowych w zawodach drużynowych.

550 km w 24 h

Ciekawy jestem osiągniętych wyników i porównania tych zawodów (wpisowe 80 zł) do naszej Peta Orbity.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora      
markon Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 3076 (60%)
Postów: 447
Wiek: 44

Raków-Zachód

Post Sob 04 Sie 12, 23:25:02     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Nie ma porównania Twisted Evil


Bo mnie na uśmiech zawsze stać Very Happy

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora      
krzara Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 3480 (68%)
Postów: 674
Wiek: 66

Częstochowa

Post Pon 06 Sie 12, 23:13:11     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Lukas podrzucił mi zdjęcie Petaorbitowców 2012 na 77 Częstochowskiej Masie Krytycznej.



i filmik


http://www.youtube.com/watch?v=chKEw2N6qCM

PS
Dzięki Łukasz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora      
krzara Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 3480 (68%)
Postów: 674
Wiek: 66

Częstochowa

Post Czw 23 Sie 12, 19:02:40     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Zaproszenie

Zapraszam wszystkich uczestników i sponsorów PETA ORBITY 2012 na wręczenie certyfikatów i sponsoringu.
Spotkanie odbędzie się w piątek 31 sierpnia, w Altanie Żywiec przed Promenadą po 78 Częstochowskiej Masie Krytycznej (godz 19:15).
(Altana Żywiec honoruje niewykorzystane bony)

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora      
polak8778 Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 3201 (63%)
Postów: 233
Wiek: 25

Częstochowa-Mirów-Lisiniec

Post Czw 23 Sie 12, 23:47:16     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Szkoda że mnie to znów ominie Sad


PoLsKa ByĆ TrUdNy JęZyK !!!
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Gadu-Gadu    
JotBeee Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 2710 (53%)
Postów: 42
Wiek: 53

Lelów

Post Sob 01 Wrz 12, 11:46:59     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Mam taką uwagę po wczorajszym spotkaniu w Altanie.

W kategoriach nagród brakowało mi ewidentnie nagrody dla osoby, która najbardziej poprawiła swoją życiówkę. W końcu taki był też cel Peta Orbity. Należało nagrodzić postęp sportowego wyniku.

Zgadzacie się ze mną czy nie?

P.S. Wówczas swój rekord najlepiej poprawił konarider, bo aż 2,75 razy.


Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość      
krzara Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 3480 (68%)
Postów: 674
Wiek: 66

Częstochowa

Post Sob 01 Wrz 12, 12:35:50     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Wczorajsze spotkanie Petaorbitowiczów w Altanie Żywiec połączone z wręczeniem certyfikatów PO i rozdysponowaniem sponsoringu przenosi temat czwartej, częstochowskiej orbity do historii poczynań Częstochowskiego Forum Rowerowego.
Kto się bawił to się bawił. Kto chciałby grać dalej lub pojawić się wśród nas, orbitowiczów niech oczekuje propozycji kolejnej orbity w przyszłym roku.

Dziękuję uczestnikom, dziękuję sponsorom, dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi w jej zorganizowaniu i przeprowadzeniu.
Przepraszam za postrzegane przez niektórych błędy z mojej strony w jej organizacji.
Moim celem było przysporzyć Wam wszystkim jak najwięcej radochy z kręcenia. Z nowych życiówek, z nowych choćby nocnych przejazdów, z nowych znajomości, z nowych doświadczeń. Im więcej ugraliście dla siebie tym większa i moja radocha wręcz satysfakcja.

Widząc ogrom pozytywnych reakcji na forum czy na naszych spotkaniach czuję się zobowiązany pociągnąć temat orbit dalej by zrobić choćby niewiele dla wielu.


krzara

PS
Nie zapowiadałem i nie przyznałem żadnej nagrody!
To wolą niektórych sponsorów było nagrodzić:
- tych co pokonali 500 km
- najlepszego
- wszystkie panie

Pozostały sponsoring był losowany pośród wszystkich uczestników bądź uhonorowałem nim osoby, które kolejny raz pomagały mi w organizacji imprezy.


Ostatnio zmieniony przez krzara dnia Sob 31 Sie 13, 12:19:07, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora      
konarider Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 3125 (61%)
Postów: 112
Wiek: 37

Częstochowa - Lisiniec

Post Sob 01 Wrz 12, 21:41:54     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Wow, coś wygrałem ?? Smile
mam nadzieje że nie wejściówkę do siłowni Very Happy
a tak serio to raz jeszcze dziękuję wszystkim i oczywiście za organizacje należy się szacun.
Dziękuję i pozdrawiam


Pozdrawiam
Jacek
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość      
krzara Mężczyzna



Status: Offline
Dni: 3480 (68%)
Postów: 674
Wiek: 66

Częstochowa

Post Sob 15 Wrz 12, 17:36:27     Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Poniżej zamieszczam Lista uczestników, którzy nie odebrali certyfikatów

- leaf
- konarider
----------------------------
- magnum
----------------------------
- markon
- inline
---------------------------
- kobe24la
- polak8778
- Ufol
- damzac

W celu odebrania zdeponowanych u mnie certyfikatów proszę o kontakt ze mną na komórę(660 521 309) lub na pw.
Po odebraniu certyfikatu będę usuwał daną osobę z listy.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora      
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Częstochowskie Forum Rowerowe - Strona Główna » Propozycje tras rowerowych Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 11, 12, 13
Strona 13 z 13

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
iCGstation v1.0 Template By Ray © 2003, 2004 iOptional

Hosting: strony internetowe gre.pl
Kontakt z osoba zarzadzajaca witryna: Speedy